„Miejsce życia konsekrowanego w kościele lokalnym”

O. Kazimierz Malinowski OFMConv. przewodniczący KWPZM w Polsce

MIEJSCE OSÓB KONSEKROWANYCH W KOŚCIELE LOKALNYM W ŚWIETLE MUTUAE RELATIONES ORAZ AKTUALNYCH WYZWAŃ SPOŁECZNYCH W POLSCE

Gromadzimy się na Jasnej Górze, miejscu od siedmiu wieków uświęconym obecnością i modlitwą mnichów paulińskich, by podejmować refleksję nad naszym życiem zakonnym po Soborze Watykańskim II, gdy mija już 40 lat od ogłoszenia przez ten Sobór Dekretu o przystosowanej odnowie życia zakonnego Perfectae caritatis (przyjętego przez Ojców soborowych 28 października 1965 r.). W świetle dekretu soborowego powstały także inne ważne dokumenty Stolicy Apostolskiej, wśród których istotne miejsce zajmuje wydany w 1978 r. przez Kongregację Zakonów i Instytutów Świeckich oraz Kongregację Biskupów dokument Mutuae relationes, podający wytyczne dla wzajemnych relacji miedzy biskupami i zakonnikami w Kościele

Kilka miesięcy temu organizatorzy dzisiejszego sympozjum zaproponowali mi, abym przedstawił ich zdaniem istotny dla dokumentu obu Kongregacji temat, mianowicie: oczekiwania zakonników wobec biskupów nie tylko w kontekście samego dokumentu, ale także aktualnego stanu relacji między biskupami a zakonami w Polsce. Zacząłem, więc czytać Mutuae relationes od nowa, bo jak wszyscy dobrze wiemy, jest to dokument, który ma już 28 lat, i zauważyłem w nim treści, które są mi bliższe od tematu zaproponowanego przez organizatorów. Dlatego poprosiłem o. dra Kazimierza Lorka o przedstawienie wszystkich prawnych aspektów i konsekwencji tego dokumentu, odnoszących się bezpośrednio do relacji między biskupem diecezjalnym a zgromadzeniem zakonnym, pracującym na terenie powierzonym jego trosce pasterskiej. W swojej wypowiedzi chciałbym się skupić na wizji obecności zakonów w Kościele partykularnym, przedstawionej w Mutuae relationes, ale równocześnie skonfrontowanej z obecną sytuacją społeczną i religijną w Polsce. Ta sprawa wydaje mi się ważniejsza i bardziej paląca dla nas samych i naszej tożsamości.

Roli zakonów w kościelnych wspólnotach lokalnych poświęconych jest kilkanaście punktów tego dokumentu (od 10 do 23). Autorzy Mutuae relationes w pierwszej kolejności ukazują miejsce życia konsekrowanego w Kościele partykularnym, aby następnie skupić się na wskazaniu zasad wspólnej misji, którą podejmują biskupi i osoby konsekrowane we wspólnocie wiernych.

Zanim jednak przejdę do omówienia zasygna-lizowanych problemów, przypomnę, że w 2 punkcie dekretu Perfectae caritatis jest wskazanych pięć zasadniczych dróg odnowy życia zakonnego:

Przystosowana odnowa życia zakonnego obe-jmuje zarówno ustawiczne przywracanie do źródeł wszelkiego życia chrześcijańskiego i do pierwotnego ducha ożywiającego instytuty, jak też ich dostosowanie do zmieniających się warunków epoki. Tę odnowę – pod tchnieniem Ducha Świętego i przewodnictwem Kościoła – należy przeprowadzić wedle następujących zasad:

a) Ponieważ ostateczną normą życia zakonnego jest naśladowanie Chrystusa ukazane w Ewangelii, przeto wszystkie instytuty powinny tę normę uważać za swoją najwyższą regułę. b) Jest rzeczą korzystną dla samego Kościoła, żeby instytuty miały swój odrębny charakter i własne zadania. Należy więc wiernie rozeznawać i zachowywać ducha i właściwe zamiary Założycieli, jak również zdrowe tradycje, bo wszystko to stanowi dziedziczną własność każdego instytutu. c) Wszystkie instytuty powinny brać udział w życiu Kościoła i przyswajać sobie oraz w miarę sił popierać zgodnie z własnym charakterem jego inic-jatywy i zamierzenia w takich dziedzinach, jak biblijna, liturgiczna, dogmatyczna, duszpasterska, ekumeniczna, misyjna i społeczna. d) Instytuty powinny popierać wśród swoich członków należyte poznanie warunków życia, ludzi i okoliczności czasu oraz potrzeb Kościoła, a to w tym celu, ażeby rozumnie oceniając w świetle wiary położenie dzisiejszego świata i pałając gorliwością apostolską, mogli skuteczniej nieść pomoc ludziom. e) Ponieważ życie zakonne przede wszystkim do tego zmierza, by jego członkowie szli za Chrystusem i jednoczyli się z Bogiem przez profesję rad ewangelicznych, trzeba naprawdę uświadomić sobie, że nawet najlepsze przystosowanie do potrzeb współczesnych okaże się bezskuteczne, jeżeli nie będzie ożywione odnową ducha, której zawsze, nawet w działalności zewnętrznej, należy przyznawać pierwsze miejsce (PC 2).

Pierwszym więc wskazaniem Soboru jest przypomnienie, że normą i regułą życia każdego zakonnika i zakonnicy, każdego zakonu – jest naśladowanie Jezusa Chrystusa. Drugim elementem przystosowanej odnowy, na który Sobór wskazuje, jest sięgnięcie do charyzmatu założyciela, zobaczenie w świetle jego doświadczenia wiary i świętości, na czym polega specyficzne powołanie danego zgromadzenia we wspólnocie eklezjalnej. Trzecim elementem soborowej odnowy jest czynne zaangażowanie się zakonu w życie Kościoła, w jego troski i problemy także w wymiarze teologicznym, duszpasterskim, misyjnym i społecznym. Czwartym – rozpoznanie znaków czasu. Przystosowana odnowa ma polegać na tym, byśmy głębiej zrozumieli, kim mamy być jako zakonnicy w otaczającym nas świecie współczesnym. I wreszcie piątym – choć na pewno nie najmniej ważnym – ogromny nacisk na odnowę duchową, która jest źródłem każdego prawdziwego rozwoju, każdej twórczej obecności zakonnika i zakonnicy w Kościele.

Drogi przystosowanej odnowy, na które wskazywał Sobór, są także obecne w dokumencie Mutuae relationes, gdy jest mowa o obecności życia konsekrowanego w Kościele, w Kościele lokalnym. Szczególnie uderzył mnie 14 punkt tego dokumentu, który w podsumowaniu części poświęconej obecności osób konsekrowanych w Kościele mówi w ten sposób: Zakonnicy, jak i ich wspólnoty, powołani są do tego, aby dawali w Kościele jawne świadectwo pełnego oddania się Bogu, gdyż to właśnie stanowi opcję fundamentalną ich chrześcijańskiej egzystencji i naczelne zadanie, mające być wykonywane we właściwej im formie życia. I niezależnie od tego, jaki jest swoisty charakter Instytutu, otrzymują konsekrację po to, by w Kościele-Sakramencie jawnie wyznawać, „że świat nie może się przemienić i ofiarować się Bogu bez ducha ewangelicznych błogosławieństw” (MR 14a). Tak więc zasadniczym zadaniem, które mamy jako zakonnice i zakonnicy wypełniać w Kościele, jest dawanie czytelnego i bezkompromisowego świadectwa pełnego oddania się Bogu.

Może warto spojrzeć na naszą obecność w Kościele polskim przez pryzmat przytoczonych przed chwilą słów. Czy istotnie wystarczające jest to świadectwo, które dajemy, i sposób, w jaki je dajemy? Nurty przemian obyczajowych, kulturowych, społecznych docierają wszędzie, także za furtę klasztoru. Czasem zakonnicy pojmują odnowę życia zakonnego także w ten sposób, że przyjmują z bezkrytyczną otwartością i gotowością wszystkie nowinki technologiczne, kulturowe i obyczajowe. Oczywiście, otwartość jest nam potrzebna, ale nigdy za cenę utraty podstawowych wartości ani kosztem autentyczności naszego świadectwa.

Trudno oceniać i docenić wystarczająco ogromny wysiłek, jaki został podjęty po Soborze, i 40 lat odnowy życia zakonnego podsumować w jednym wystąpieniu czy jednym zdaniem, ale mnie się wydaje, że jednym z poważnych niebezpieczeństw, które nam wszystkim grozi, jest uznanie, iż odnowa i przystosowanie oznaczają także przyjęcie ducha czasu, w którym żyjemy, w najprostszy sposób, a więc poprzez korzystanie z wszelkich nowych udogodnień bez zdolności czy umiejętności segregowania, wyboru i odrzucania tego, co nie służy autentycznej odnowie życia zakonnego, co jest z nią poniekąd sprzeczne. Możemy dać jawne świadectwo pełnego oddania się Bogu także wtedy, gdy stajemy się znakiem sprzeciwu wobec rzeczywistości, w której żyjemy. W naszych wystąpieniach i referatach umiemy precyzyjnie ukazywać zagrożenia tkwiące we współczesnej kulturze, przeszkadzające współczesnemu człowiekowi dotrzeć do Boga (całe spektrum owych zagrożeń było wczoraj prezentowane w tej auli). Nie możemy więc równocześnie twierdzić, że odnowa życia zakonnego polega na ich przyjęciu. Musimy mieć właściwy dystans do tego wszystkiego, co współczesna cywilizacja proponuje, a także wymagać od siebie uważnej i twórczej postawy. Wspólnoty zakonne są zobowiązane do refleksji, co z ducha świata przyjmować i akomodować do życia zakonnego, a o czym powiedzieć, że jest nie do pogodzenia z naszym powołaniem. Wiemy dobrze z autopsji, jak łatwo wchodzą w nasze życie wszystkie udogodnienia technologiczne, komórki, komputery, aparaty cyfrowe itp., stając się czasem zabawkami w rękach dużych dzieci i przesłaniając istotę naszego powołania w świecie. Powtarzamy często, iż dawać świadectwo pełnego oddania się Bogu to być przede wszystkim człowiekiem modlitwy, człowiekiem wewnętrznego zaangażowania po stronie wartości, które głosi Jezus w Ewangelii, a które Kościół współcześnie podaje. Stajemy więc w pewnym rozdarciu i widzimy konieczność właściwego wyważenia, co możemy z osiągnięć współczesnego świata wziąć do naszego życia, a co powinniśmy jednak zatrzymać przed furtą. Mam czasem wrażenie, że brak nam odwagi, by takiej roztropnej selekcji dokonywać, i że ulegamy naciskom ducha czasu także w naszej posłudze przełożonych zakonnych.

Uleganie presji wszechobecnego konsumizmu z pewnością nie pomaga w byciu świadkami Chrystusa ani w pełniejszym ukazywaniu obecności Boga w świecie. Idąc za słowami Jana Pawła II, musimy być mocni, bracia, bo gdyby odnowa miała polegać na bezkrytycznym przyjmowaniu wszystkiego z bogatej oferty naszej cywilizacji, może przerodzić się w rozkład i odejście od zaproszenia, które każdy z nas otrzymał od Boga w powołaniu zakonnym. Oddaję tę sprawę pod dyskusję i rozwagę obecnych tutaj przełożonych i żeńskich, i męskich, gdyż jestem przekonany, iż głębsza wspólnotowa refleksja nad tymi problemami jest nam ogromnie potrzebna.

Drugie wskazanie, które znajdujemy w 14 punkcie Mutuae relationes, brzmi następująco: Każdy Instytut powstał ze względu na Kościół, jest zatem zobowiązany ubogacać go własnymi swymi charyzmatycznymi cechami zgodnie ze specy-ficznym duchem i osobną misją. Toteż zakonnicy mają wypracować w sobie odnowiony, eklezjalny sposób myślenia, wnosząc wkład w budowę Ciała Chrystusa, żyjąc w wierności Regule i słuchając swoich przełożonych (por. PC 14: ChD 35,2).

Te słowa pragnę uczynić kolejnym źródłem do refleksji i zastanowienia się. Po II Wojnie Światowej sposób funkcjonowania zakonów w Polsce został ukształtowany w dużej mierze przez niezależne od nas czynniki zewnętrzne. Po pierwsze, państwo komunistyczne pozbawiło większość zakonów możliwości wypełniania ich charyzmatu poprzez dzieła, które przez wieki prowadziły. Wiemy, ile zamknięto szpitali, szkół, ochronek, ośrodków opieki społecznej, ile redakcji katolickich zostało zlikwidowanych. Po wtóre, duchowieństwo polskie zostało zdziesiątkowane w wyniku prześladowań w czasie II Wojny Światowej. Śmierć setek i tysięcy zakonnic, zakonników i kapłanów osłabiła siły Kościoła, który po zakończeniu wojny stanął wobec nowego wyzwania, jakim była ewangelizacja Ziem Zachodnich i Północnych. Konieczność duszpasterska spowodowała, że weszliśmy do pracy parafialnej w bardzo szerokim tego słowa znaczeniu, i to zarówno zakony męskie, jak i żeńskie. Posługa w parafii stała się podstawą naszego funkcjonowania między 1945 a 1989 rokiem. Była także podstawową rzeczywistością, w której żyliśmy w okresie odnowy soborowej.

Rok 1989 przyniósł historyczną zmianę i z całą pewnością 17 lat, jakie upłynęło od przemian ustrojowych i społecznych w Polsce, pozwala spojrzeć na rzeczywistość naszego społeczeństwa i jego potrzeby w dojrzalszy sposób niż na początku przemian. Mamy realną możliwość powrotu do naszych charyzmatów, odczytując na nowo w duchu Założycieli rodzaj posługi i sposób obecności naszych rodzin zakonnych w polskim społeczeństwie. Czynimy to z większym lub mniejszym zaangażowaniem, ale równocześnie wiemy, do jakiego stopnia wrośnięcie w parafie ukształtowało sposób życia naszych wspólnot. Szczególnie w zakonach męskich ciągle większość z nas żyje w wymiarze posługi parafialnej. Wydaje się, że zakony żeńskie mają większą odwagę, a może też większe możliwości, żeby odtwarzać strukturę dzieł i posług właściwych danej wspólnocie. Rodzi się dzisiaj otwarte i ważne pytanie: co mamy zrobić? Czy zostawiać stopniowo posługę parafialną? Czy skupić się całkowicie na naszych specyficznych charyzmatach? Sądzę, że wybory powinny być dokonywane rozważnie i stopniowo. Z jednej strony należy budować i odtwarzać specyficzne dla każdego zgromadzenia lub zakonu dzieła, ale nie zrywać w sposób błyskawiczny, natychmiastowy tych więzi, które nas wiążą z posługą parafialną, a często stanowią podstawę naszego funkcjonowania w Kościele. Mam tu na myśli szczególnie sprawy powołaniowe. Sądzę, że wiele zakonów, szczególnie męskich, ma ciągle wystarczającą liczbę nowych kandydatów także dzięki temu, że pracujemy w parafiach, że rozwijamy w nich naszą aktywność duszpasterską. Nie może jednak być tak, że zmiany społeczne, które zaszły w Polsce, pozostawiają nas głuchymi i funkcjonujemy, jakby się nic w 1989 roku nie stało. Odpowiedzią na te przemiany musi być właśnie przystosowana, przemyślana i mądra odnowa obecności instytutów życia konsekrowanego w Polsce.

Każda wspólnota musi szukać własnej drogi, by zrealizować cel swego instytutu w polskich warunkach. Jednak po ponad roku osobistego doświadczenia jako przewodniczącego Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich mogę dziś z pełnym przekonaniem powiedzieć, że potrzebne jest nam wspólnotowe działanie, przekraczające ramy i możliwości jednej jurysdykcji. Spójrzcie, ilu nas jest w tej auli? Około 400 osób, a każda i każdy z nas reprezentuje jakąś wspólnotę sióstr i braci. Osób konsekrowanych jest w Polsce ponad 40 tysięcy. To ogromna rzesza ludzi, którzy mogą dokonać wielkich rzeczy. Jeśli jednak będziemy działać w zupełnym rozproszeniu, każdy na swoim poletku, w ramach własnej wspólnoty, to zrobimy o wiele mniej niż wówczas, kiedy połączymy siły w konkretnych dziełach i obejmujących całą Polskę wspólnych działaniach. Warto więc podczas naszego sympozjum postawić pytanie, czy po 1989 roku powstały rzeczywiście efektywne i służące nam wszystkim struktury, które pomagają życiu zakonnemu zaistnieć głębiej i lepiej w życiu społecznym Polski, w życiu Kościoła? A może pozostaliśmy „w blokach”, na tym samym poziomie organizacji i w strukturach, które istniały jeszcze przed zmianami 1989 roku? To w moim przekonaniu kolejne bardzo istotne pytanie – wrócę do niego za chwilę w nieco innym kontekście.

Przejdźmy teraz do trzeciego wskazania Mutuae relationes, które określa kolejne warunki właściwej i upodmiotowionej obecności życia konsekrowanego we wspólnocie eklezjalnej: Na przełożonych zakonnych spoczywa poważna odpowiedzialność przyjęta jako naczelny obowiązek, by dbać z całą troskliwością o wierność członków wobec charyzmatu Założyciela i by starać się o urzeczywistnienie owej odnowy, jaką nakazał Sobór i jakiej się domagają warunki czasu. Dołożą zatem rzetelnych starań, by członkowie byli do tego celu zdecydowanie ukierunkowani i nieustannie do jego urzeczywistnienia pobudzani. Dlatego za uprzywilejowany obowiązek będą uważać troskę o właściwą i dostosowaną do wymogów czasu formację (por. PC 2d; 14 i 18) (MR 14c).

Spostrzegamy w tym tekście, iż odnowa posoborowa nie jest jednym aktem czy wydarzeniem, ale to proces, który ma trwać nieustannie i być znakiem zdolności instytutów zakonnych w przystosowywaniu się do potrzeb czasów, bez utraty własnej tożsamości, którą trzeba chronić i strzec. Owo przystosowanie musi być jednak pełne otwartości na znaki czasów, w których żyjemy. Jakaś część z nas pamięta zapewne te lata, kiedy były tworzone nowe konstytucje i statuty, gdy przyjmowano wielkie zmiany w zakonnym sposobie życia, bezpośrednio po Soborze. W latach posoborowych zastanawiano się głęboko, na czym ta odnowa ma polegać. Czy ten wiatr historii już przeminął? Czy odnowa, do której wzywa nas Kościół w dekrecie soborowym, a następnie w tylu innych dokumentach (także w przesłaniach Jana Pawła II), nie powinna ciągle na nowo ożywiać naszych struktur, kapituł i dokumentów? Zawsze bowiem grozi nam zastygnięcie w przyzwyczajeniach i schematach, które powodują, że przestajemy być wymowni w tym, co robimy dla zbawienia świata, i sprawni w przyjmowaniu wyzwań, które niesie współczesność.

Zwróćmy też uwagę, że mówiąc o odnowie życia zakonnego, autorzy dokumentu podkreślają wartość i znaczenie formacji. W jaki sposób uczynić formację narzędziem, które pozwala ludzi młodych, ludzi przychodzących do nas z tzw. świata, uczynić ludźmi Bożymi, zakonnikami? Możemy sobie narzekać, że współczesna cywilizacja niesie tyle sprzecznych z ideałem życia zakonnego problemów. Jednak z krytyczniej analizy aktualnych zagrożeń cywilizacyjnych nic jeszcze nie wynika. Samo narzekanie na zmiany, które nadeszły i na które mamy niewielki wpływ, nie spowoduje, że nasza formacja stanie się lepsza. Trzeba do tego podejść w sposób optymistyczny i twórczy. Tak przystosować narzędzia formacyjne, żeby młodym ludziom, którzy dzisiaj do nas przychodzą, dać adekwatną do potrzeb formację i pomóc im w przezwyciężaniu problemów rodzinnych, chorób duchowych, przez które przeszli, różnego typu uzależnień, które przewinęły się przez ich życie.

Prawdopodobnie od Dawcy powołania nie otrzymamy dzisiaj do naszych wspólnot innych młodych ludzi, jak właśnie takich, których spotykamy na naszych ulicach, w naszych szkołach, na naszych uczelniach. Także na różny sposób trędowatych i ubogich duchowo.

Zawsze się obawiam, kiedy rozmawiam z młodym człowiekiem, zgłaszającym się z problemami i niełatwą historią życia, powiedzieć mu: ty nie masz powołania – bo przecież to Bóg daje powołanie, a nie przełożony czy wspólnota. Naszym zadaniem jest takie potraktowanie młodych ludzi do nas przychodzących, aby otworzyć przed nimi wszystkie ludzkie możliwości w dojrzewaniu do przyjęcia daru powołania. Oczywiście, mamy też prawo powiedzieć komuś: ty się nie nadajesz – ale po dłuższej próbie i doświadczeniu, kiedy już wiemy, że brak mu wewnętrznych sił do sprostania wymaganiom życia zakonnego. Natomiast wstępna selekcja, którą robimy, rozpoznanie wstępne nie może być używane jako klucz, którym zamykamy drogę do życia zakonnego wielu młodym ludziom tylko dlatego, że ich historia życia jest skomplikowana. Być może trzeba przedłużyć czas, w którym podejmujemy dialog z tymi młodymi ludźmi, przed podjęciem ostatecznej decyzji, gdyż dzisiaj z całą pewnością nie można po jednej rozmowie definitywnie zamknąć drogi powołania, oczywiście poza sytuacjami oczywistymi, kiedy widzimy, że młody człowiek nie przychodzi po to, żeby w zakonie żyć i rozwijać się, ale jedynie po to, by coś od zakonu otrzymać. Takie sytuacje są oczywiste.

Uważam, że trzy wskazania, zawarte w 14 punkcie Mutuae relationes, mają zasadniczy charakter i są godne rozważenia przez nas wszystkich przy analizie obecnej sytuacji życia konsekrowanego w Polsce. Chciałbym jeszcze odwołać się do jednego tekstu z tej części dokumentu obu Kongregacji, która jest poświęcona wspólnej misji biskupa i zakonów w Kościele partykularnym. Punkt 19 zawiera wezwanie do rozpoznawania znaków czasu, umiejętności czytania tego, co niesie ze sobą rzeczywistość współczesnego świata, w kontekście misji, którą mamy do spełnienia w imieniu Jezusa. Opisując stan współczesnej cywilizacji, pełnej różnego typu materialistycznych nastawień, autorzy dokumentu zauważają, iż rodzą się w nim więzy nowego typu, poprzez które ludzkość przekracza bariery narodowe i geograficzne, rodzi się globalizacja, jeszcze w dokumencie tym słowem nienazwana (przypomnę, że tekst był pisany 28 lat temu). Stwarza to nowe wyzwania dla ewangelizacji. Skoro świat się zmienia na naszych oczach w tempie wcześniej nienotowanym: W tym stanie rzeczy powstaje nagląca potrzeba pewnej przezorności apostolskiej w pomysłowym i odważnym przeprowadzeniu nowych kościelnych eksperymentów pod działaniem Ducha Świętego, który jest Stwórcą z samej swej natury. Z charyzmatycznym charakterem życia zakonnego harmonizuje znakomicie, ze specjalnego względu, płodna gorliwość w pomysłowości i inwencji (por. p. 12). Sam bowiem Ojciec św. Paweł VI słusznie stwierdził, że „ze względu na swoją konsekrację zakonną są oni (zakonnicy) jak najbardziej wolni i mogą dobrowolnie opuścić wszystko i iść na krańce świata, aby głosić Ewangelię. Są przedsiębiorczy, a ich apostolstwo często odznacza się pomysłowością i oryginalnością, które wzbudzają podziw u patrzących” (EN 69) (MR 19).

Paweł VI wyraził w cytowanym tekście przekonanie, że to właśnie instytuty zakonne, osoby konsekrowane są powołane, by jako pierwsze wyjść z Ewangelią na spotkanie nowych czasów. Nadzieja zawarta w słowach papieża jest krzepiąca, ale te słowa sprzed 30 lat rodzą i dzisiaj pytania. Słyszymy wyraźnie, że my, jako zakonnice i zakonnicy, jesteśmy powołani do tego, by być posiewem nowego w Kościele. By z odwagą podejmować nowe inicjatywy i nowe wyzwania, które współczesny świat niesie. Czy jednak w stopniu wystarczającym podejmujemy to wyzwanie?

Przygotowując się do tego wystąpienia, poprosiłem kilkunastu polskich dziennikarzy, żeby napisali sami, co myślą o życiu zakonnym, jak je postrzegają? Nie od dzisiaj dziennikarzy nazywa się czwartą władzą. Na naszych oczach przejmują rząd dusz i stają się władzą pierwszą, mając ogromny wpływ na świadomość społeczną, kształtując zaś mody i zwyczaje, wpływają w stopniu wcześniej niespotykanym na postawy społeczne. Mam nadzieję, iż będzie ciekawym doświadczeniem posłuchać, jak postrzegają nas, polskie zakonnice i zakonników. Zaznaczam na początku, iż otrzymałem bardzo różniące się między sobą wypowiedzi. Kilka z nich zacytuję, rozpoczynając od młodej dziennikarki pani Brygidy Grysiak, którą być może zapamiętaliśmy w dniach choroby i śmierci Ojca Świętego Sługi Bożego Jana Pawła II, bo z ul. Franci-szkańskiej nadawała relacje z tamtych niezwykłych wydarzeń. Pisze ona w ten sposób: Zakony są postrzegane jako twierdze. Twierdze, za murami których dzieje się dobro, ale to dobro wydaje się być daleko od człowieka. Wydaje się być dla wybranych. To oczywiście złudzenie, ale złudzenia i wrażenia składają się na społeczny obraz. Wiemy, że zakonnicy wyjeżdżają na misje i pomagają ludziom gdzieś daleko, daleko. Ale mało się o nich słyszy i mówi tutaj, obok (…) Oczekiwanie jest właściwie jedno – symbolicznie uchylić drzwi zakonu, uchylić tak bardzo, by zwykły człowiek wiedział, że to, co jest za drzwiami, to świat, który żyje nie tylko dla Chrystusa, ale żyje też dla niego. No cóż, każdy ma prawo do przesady, myślę, że ten głos nieco jej zawiera, ale pokazuje także jakąś część prawdy o nas. Wielu z nas jest tak postrzeganych przez ludzi, z którymi nie ma kontaktu, z którymi nie potrafimy nawiązać bezpośredniej relacji.

Nieco inaczej pisze pan Andrzej Stawarski, prezes oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Krakowie. Uważam, że jego tekst jest bardzo ciekawy i wart refleksji: Zakony we współczesnym świecie nie mogą być postrzegane jako anachronizm, relikt nieprzystający do współczesnych wyzwań i oczekiwań. Czy oznacza to, że konieczne jest szukanie nowych pól obecności zakonów w życiu społecznym? Nie jestem co do tego przekonany. Poszczególne zakony działają według swoich, odwiecznych charyzmatów. Jedni jako kaznodzieje, inni w szpitalach i na misjach. I nie sądzę, by należało uzupełniać ich działalność o nowe zadania – już te same w sobie są niezwykle absorbujące i pozostaje tu ciągle wiele do zrobienia. Tylko formy działania i kontaktu muszą być nowoczesne, zrozumiałe i przez to skuteczne. Nowe, młodsze pokolenia zakonników mają inne doświadczenia i żyją w społeczeństwie, za którego zmianami muszą nadążać. I intelektualnie, i technologicznie. Niezmienne jest jedno – zakony muszą stanowić ostoję wiary i zasad w czasach relatywizmu i uciekania od Boga. Pod tym względem muszą pozostać sobą. Świeccy, nie tylko wierzący, patrzą na duchownych i szukają w nich wzoru postępowania – nie mogą się zawieść, bo tak wiele rozczarowań dostarcza im życie toczące się wokół. Brak autorytetów, nawet w kręgu bliskich i znajomych, staje się coraz bardziej dotkliwy.

Odnajdujemy w tym wystąpieniu to, co jest pragnieniem i głosem wielu ludzi w Polsce: szukanie w zakonnikach, zakonnicach autentyzmu wiary i postawy świadka. Zakony muszą stanowić ostoję wiary i zasad w czasach relatywizmu i ucieczki od Boga. To bardzo dobrze koresponduje z przesłaniem dokumentu Mutuae relationes i prorockim wezwaniem Perfectae caritatis. Na tym polega główne wyzwanie, przed którym dzisiaj stoimy. Być świadkami wartości nie tylko i nie tyle poprzez słowa, które wypowiadamy, ale przez styl życia, jaki prezentujemy. Ile tutaj jest źródeł do refleksji, ile pytań, które, jak sądzę, budzą się w każdym z nas i w naszych sumieniach. Warto często sobie przypominać, że społeczeństwo polskie oczekuje takiego właśnie rodzaju świadectwa. Warto też dziękować Bogu, że tak ciągle jest. Że nasze powołanie w odbiorze społecznym jest ważne i potrzebne

W niektórych wypowiedziach dziennikarzy, którzy zechcieli odpowiedzieć na moją prośbę, jest podkreślana ta wartość życia zakonnego, która zamyka się w słowie pomoc. Postrzegają znaczenie naszego powołania w tym właśnie, że jesteśmy specjalistami od pomocy ludziom w różnych potrzebach życiowych. Wymownie pisze o tym pan Radosław Gil, redaktor naczelny Polskiej Agencji Prasowej: Kiedy myślimy o społecznej działalności zakonów, to pierwsze słowo, jakie ciśnie się nam na usta, to pomoc. Bracia i siostry zakonne w naszej świadomości kojarzą się nam bowiem z pomocą – pomocą tym, którzy jej potrzebują. Przez wieki najbardziej potrzebujący byli chorzy, zwłaszcza chorzy ubodzy, a więc w jakimś sensie opuszczeni przez innych, potrzebujący. Nie chcę powiedzieć, że w obecnym świecie nie ma chorych, którzy potrzebują pomocy – przeciwnie. Jednak w tej kwestii Kościół ma od lat wypracowane metody. Natomiast jeśli wskazać miałbym aktywność zgromadzeń zakonnych na miarę obecnych kłopotów naszego kraju, wskazałbym na wielki problem bezrobocia. I tu widziałbym pole tej aktywności. Aktywności w dwóch co najmniej aspektach – pracy z ludźmi, którzy nie potrafią lub nie mogą zdobyć właściwego wykształcenia, czy to z powodów finansowych, czy też z braku takich możliwości w miejscu zamieszkania. Z drugiej zaś strony jest pomoc ludziom, którzy stracili pracę – by złagodzić choćby psychiczne skutki takiej wielkiej czasem tragedii dla nich samych i ich najbliższych. Piszę o tym, przekonany, że zgromadzenia zakonne mają i możliwości, i potrzebną wiedzę, i doświadczenie do niesienia takiej właśnie pomocy – pomocy odpowiadającej chyba najbardziej naszym czasom.

Jeszcze bardziej powszechne jest ze strony dziennikarzy przekonanie, że zakonnicy są za mało obecni w świecie mediów, że za mało się o tej naszej posłudze mówi, a nawet że my sami się bronimy przed mówieniem o życiu zakonnym. Jeden z dziennikarzy opowiada o konkretnej sytuacji sprzed 7 czy 8 lat. Chcąc przygotować audycję o misjonarkach pracujących w Afryce, najpierw musiał wiele tygodni pracować nad przełożoną, żeby się na to zgodziła. Jednak ten sam dziennikarz zauważył, że obecnie się to się zmienia. Nowa przełożona z tego samego zgromadzenia poprosiła go ostatnio, by przygotował film o założycielu zgromadzenia. Pan Artur Drożdżak, dziennikarz z nowej gazety codziennej „Dziennik”, tymi słowami zachęca nas do współpracy mediami: Ja wiem, że zakon ma swoje życie, rytm funkcjonowania, ale dzisiejszy świat jest taki, że bez promocji, w tym dobrym sensie, się nie istnieje. Ja wiem, że można traktować zakon jako organizm, który żyje sam dla siebie, Pana Boga, ale chyba i dla ludzi. Stąd ta promocja jest moim zdaniem potrzebna, a to przecież najlepiej odbywa się przez media. Wystarczy dać im tę podstawową wiedzę. I szansę. O tym, że będą jakieś uroczystości w zakonie, zbliża się święto, remont kaplicy, odkrycie archeologiczne, ale i o tym, że ludzie wrócili z misji, że ktoś skończył pisać ciekawą książkę, zrobił badania naukowe, awansował…

Umiejętne korzystanie ze środków przekazu jest jednym z najważniejszych wyzwań, przed którym stoimy. Jak ogromne może mieć to znaczenie dla ewangelizacji świata, pokazał wymownie Jan Paweł II. Czeka nas z pewnością poważna dyskusja nad tym, w jaki sposób powinniśmy mówić o dobru, które tysiące zakonników i zakonnic w Polsce czyni. W jaki sposób ma się to stawać własnością społeczną? Bo rzeczywiście, w ogromnym świecie mediów jesteśmy ciągle za mało obecni, choć różne zgromadzenia czy zakony próbują się przebić do środków przekazu i odnoszą w tym sukcesy. Nie można pominąć znaczenia i wpływu mediów zorganizowanych przez prowincję redemptorystów oraz aktywności jezuitów w publicznym radiu i telewizji. Podobnie jednak, jak w innych obszarach obecności zakonów w społeczeństwie polskim, brakuje nam spójnego, zorganizowanego działania.

Wielu dziennikarzy narzeka na to, że nawet jeżeli chcą dotrzeć do jakiejś wiadomości o konkretnym instytucie zakonnym lub wydarzeniu organizowanym przez jakiś zakon, nie wiedzą, gdzie jej szukać. Istnieją, co prawda, strony internetowe wielu zgromadzeń, ale dotarcie do nich jest trudne, a wiadomości często przestarzałe. Tymczasem dziennikarzom potrzebne są tzw. newsy, wiadomości „z ostatniej chwili”, podane w sposób profesjonalny i możliwe do osiągnięcia bez zbędnej straty czasu. Wychodząc naprzeciw tej współczesnej potrzebie, konsulta zakonów męskich wychodzi z inicjatywą utworzenia Centrum Informacyjnego Zakonów. Na razie projekt jest w fazie przygotowawczej, ale po jego wstępnym opracowaniu wyjdziemy z propozycją do wszystkich konferencji, aby zechciały się w to wspólne działanie włączyć. Realizacja tego pomysłu będzie od nas wszystkich wymagała wysiłku, powołania na przykład w każdym instytucie osoby odpowiedzialnej za przeka-zywanie informacji do Centrum, które następnie przetworzone informacje będzie dostarczać dziennikarzom. Uważamy jednak, że powołanie Centrum Informacyjnego Zakonów jest dziś niezbędne.

Kończy się mój czas, pragnę więc w kilku słowach podsumować swoją refleksję nad dokumentem Mutuae relationes. Lektura tego tekstu pozwala sformułować trzy zasadnicze zadania, przed którymi stoi dzisiaj życie konsekrowane w Polsce:

Po pierwsze – umacnianie naszej wewnętrznej spójności i tożsamości, większa i coraz dojrzalsza troska przełożonych oraz całych wspólnot zakonnych o formację permanentną, byśmy w dzisiejszym tak bardzo zróżnicowanym świecie spełnili nasze powołanie i odpowiedzieli na oczekiwanie społeczeństwa, które chce w nas widzieć świadków wiary.

Po wtóre – otwartość na znaki czasu. Większy dynamizm w podchodzeniu do zmian cywiliza-cyjnych, które obserwujemy wokół. Umiejętność przystosowywania struktur zakonnych i podejmo-wania dzieł, odpowiadających naszej misji w świecie. Nie chodzi tu wcale o jakieś socjotechniczne działanie – to jest zadanie, które stawia przed nami Kościół.

Po trzecie wreszcie – skoordynowana współpraca nas wszystkich. Tworzenie konkretnych dzieł czy wspólnych narzędzi komunikacji, które nam – tak licznym, a przez to rozproszonym rodzinom zakonnym – pozwolą pełniej zaistnieć w społeczeństwie i w Kościele polskim.

To są te trzy sprawy, które także w oparciu o lekturę Mutuae relationes dzisiaj przedkładam do refleksji jako stojące przed nami wyzwania. Otwierając zaś drogę do wystąpienia o. Kazimierza Lorka, który za chwilę powie nam o relacji między biskupem a zakonami w Kościele lokalnym, przytoczę bardzo piękny – w moim przekonaniu – fragment z Mutuae relationes, który mówi o odpowiedzialności biskupa za życie konsekrowane: Biskupi w łączności z Papieżem otrzymują od Chrystusa-Głowy (LG 21) misję odróżniania darów i kompetencji koordynowania różnorodnych sił i kierowania całym Ludem, by w świecie żył jako znak i narzędzie zbawienia. Im również została zlecona troska o charyzmaty, tym bardziej, że sama niepodzielna posługa pasterska czyni ich doskonalącymi całą owczarnię. Tak zatem, troszcząc się o rozwój życia zakonnego i chroniąc je zgodnie z charakterystycznymi jego cechami, biskupi pełnią właściwe sobie zadanie pasterskie. Wszyscy pasterze, pomni na apostolskie upomnienie, by nie postępowali „jako panujący nad duchowieństwem, ale stawali się świadomym wzorem dla owczarni” (1 P 5,3), będą trwać w słusznym przeświadczeniu o prymacie życia w Duchu, a to wymaga, by byli równocześnie przewodnikami i ojcami wprawdzie, ale i braćmi, nauczycielami wiary, lecz przede wszystkim współuczniami w obliczu Chrystusa, doskonalącymi wiernych, ale i prawdziwymi świadkami swego uświęcenia (MR 9).