Benedykt XVI – Homilia wygłoszona podczas Mszy Świętej na Placu św. Piotra w ramach obchodów drugiej rocznicy śmierci Jana Pawła II – 2 kwietnia 2007 r.

Czcigodni Bracia w Biskupstwie i Kapłaństwie, Drodzy Bracia i Siostry!

Dwa lata temu odszedł z tego świata do domu Ojca umiłowany Jan Paweł II. Pragniemy przede wszystkim odnowić przed Bogiem nasze dziękczynienie za dar obecności Jana Pawła II przez 27 lat jako ojca i pewnego przewodnika w wierze, gorliwego pasterza i odważnego proroka nadziei, niestrudzonego świadka i rozmiłowanego sługę Bożej miłości. Równocześnie składamy Ofiarę Eucharystyczną w intencji jego wybranej duszy, wspominając niezwykłą pobożność, z jaką sprawował święte Misteria i adorował Sakrament ołtarza, centrum swojego życia i swojej niezmordowanej posługi apostolskiej. […]

Dla nas, zgromadzonych na modlitwie w dniu wspomnienia śmierci mojego czcigodnego Poprzednika, gest Marii namaszczenia nóg Jezusa w Betanii (Ewangelia według św. Jana 12, 3) jest bogaty w echa i duchowe sugestie. Przywołuje on świetlane świadectwo bezwarunkowej i ofiarnej miłości do Chrystusa, złożone przez Jana Pawła II. „Woń” Jego miłości „napełniła cały dom” (Ewangelia według św. Jana 12, 3), to jest cały Kościół. Naturalnie skorzystaliśmy na tym my, którzy byliśmy blisko niego, za co jesteśmy wdzięczni Bogu, ale mogli się nim cieszyć również ci wszyscy, którzy znali go tylko z daleka, ponieważ miłość Jana Pawła II do Chrystusa wylewała się, można by powiedzieć, na wszystkie rejony świata, gdyż była tak bardzo mocna i intensywna. Czyż wymownym świadectwem tego nie są szacunek, cześć i uczucie miłości, którymi wierzący i niewierzący obdarzyli go w momencie jego śmierci? […] Intensywna i owocna posługa pasterska, a jeszcze bardziej Kalwaria agonii i pogodna śmierć naszego umiłowanego Papieża pozwoliły ludziom naszych czasów poznać, że Jezus Chrystus był dla niego rzeczywiście wszystkim.

Owocność tego świadectwa, o czym dobrze wiemy, jest zależna od Krzyża. W życiu Karola Wojtyły pojęcie „krzyż” nie było jedynie zwykłym słowem. Już od dzieciństwa i młodości poznał cierpienie i śmierć. Jako kapłan i jako biskup, a przede wszystkim jako Papież, szczególnie poważnie potraktował ostatnie wezwanie Chrystusa, skierowane do Szymona Piotra nad brzegiem Jeziora Galilejskie­go: „pójdź za Mną… Ty pójdź za Mną” (Ewangelia według św. Jana 21, 19. 22).

Zwłaszcza podczas długo i nieubłaganie rozwijającej się choroby, która stopniowo odbierała mu wszystko, jego życie stawało się całkowitą ofiarą złożoną Chrystusowi, żywą zapowiedzią jego męki, w nadziei przepełnionej wiarą w zmartwychwstanie.

Jego pontyfikat przeminął pod znakiem „rozrzutności”, ofiarnego i bezwarunkowego spalania się. Cóż innego poruszało nim, jeśli nie mistyczna miłość do Chrystusa – do Tego, który 16 października 1978 roku powołał go słowami ceremoniału: Magisteradest et vocat te – 'Nauczyciel jest tu i wzywa cię’? 2 kwietnia 2005 roku Nauczyciel powrócił, tym razem już bez pośredników, aby wezwać go i zaprowadzić do domu, do domu Ojca. A on ponownie odpowiedział bez wahania w swoim nieustraszonym sercu, i westchnął: „Pozwólcie mi odejść do Pana”.

Od długiego czasu przygotowywał się do tego ostatniego spotkania z Jezusem, o czym świadczą kolejne etapy sporządzania Testamentu. Podczas długich chwil, spędzanych w prywatnej kaplicy, rozmawiał z Panem, zdając się całkowicie na Jego wolę, i powierzał się Maryi, powtarzając Totus Tuus – 'Cały Twój’. Tak jak Boski Nauczyciel, przeżywał swoją agonię w modlitwie. W ostatnim dniu życia, w wigilię Niedzieli Miłosierdzia Bożego, poprosił, aby czytano mu właśnie Ewangelię według św. Jana. Z pomocą osób, które mu towarzyszyły, pragnął brać udział we wszystkich codziennych modlitwach i w Liturgii godzin, adorując i medytując. Umarł, modląc się. Doprawdy zasnął w Panu. […]

Woń wiary, nadziei i miłości Papieża napełniła jego dom, Plac św. Piotra, napełniła Kościół i rozlała się na cały świat. To, co wydarzyło się po jego śmierci, było dla tego, kto wierzy, efektem tej „woni”, która objęła wszystkich, bliskich i dalekich, i przyciągnęła ich do tego człowieka, którego Bóg stopniowo upodabniał do swojego Chrystusa. […] „Sługa Boży”: to tytuł szczególnie odpowiedni dla niego. Pan powołał go do swojej służby w kapłaństwie i stopniowo otwierał mu coraz szersze horyzonty: od diecezji aż po cały Kościół powszechny. Ten wymiar powszechności najbardziej wyraził się w momencie jego śmierci – wydarzeniu, które cały świat przeżywał z zaangażowaniem, nigdy dotąd niewidzianym w historii. […]

W świętych obcowaniu zdajemy się słyszeć na żywo głos umiłowanego Jana Pawła II, który z domu Ojca – jesteśmy tego pewni – nie przestaje towarzyszyć drodze Kościoła. […] Niech Totus Tuus umiłowanego Papieża pobudza nas, abyśmy szli za nim drogą oddawania samych siebie Chrystusowi za wstawiennictwem Maryi. Niech nam to wyprosi właśnie Ona, Najświętsza Panna, kiedy w jej macierzyńskie ręce powierzamy naszego ojca, brata i przyjaciela, aby spoczywał w Bogu i cieszył się pokojem.

Amen.