Siostra misjonarka z Sudanu: nie możemy dotrzeć do obozów uchodźców

S. Teresa Roszkowska FMA napisała list, który przedstawia poruszającą sytuację w Sudanie w czasie pandemii.„Nie sposób teraz dotrzeć do obozów uchodźców na pustyni, gdzie wcześniej organizowałyśmy oratoria dla dzieci, a przede wszystkim dostarczałyśmy leki i żywność” – opisała na stronie www.misjesalezjanie.pl misjonarka z Chartumu.

Salezjanka wskazała, że, podobnie jak w większości państw, w Sudanie także zakazano zgromadzeń i zamknięto szkoły. „Początkowo dzieci nie mogły zrozumieć, dlaczego nie wolno im chodzić do szkoły. Zawsze tłumaczyłyśmy, że nauka jest bardzo ważna. W stolicy prowadzimy przedszkole i szkołę podstawową dla 600 uczniów. Teraz jest pusto. Nasze szkolne podwórze nigdy dotąd nie było tak przeraźliwie opustoszałe i smutne” – oceniła.

Tydzień przed Niedzielą Palmową wierni zostali poinformowani, że nie będzie Mszy Św. w stacjach misyjnych. „Ale ludzie jakby nie przyjęli tego do wiadomości. Przychodzili pod bramy i prosili o otwarcie kościołów. Potem zaczęli rodzinami organizować się na modlitwę w swoich chatkach” – wspomniała.

Podkreśliła, że najbardziej katastrofalne warunki są w obozach, gdyż ludzie przymierają głodem. „Niestety, nie sposób teraz dotrzeć do obozów uchodźców na pustyni, gdzie wcześniej organizowałyśmy oratoria dla dzieci, a przede wszystkim dostarczałyśmy leki i żywność. Czasem stamtąd uda się komuś do nas dotrzeć i proszą o pomoc, ale to się zdarza bardzo rzadko, bo jest ogromny problem z transportem” – zrelacjonowała.

Na misji s. Teresy przechowywane są zapasy i jej pracownicy z tego względu boją się kradzieży. „Jedynie dwie zaufane pracownice wiedzą, co jest w kontenerze. Razem przygotowujemy porcje ziarna, fasolę i rośliny strączkowe do plastikowych worków i składamy w osobnym magazynku przy bramie. Nie rozgłaszamy, że będziemy rozdawać żywność. Ludzie przychodzą sami, pojedynczo i otrzymują tyle, ile zdołają unieść” – brzmi kolejny fragment listu.

Jak zauważa siostra ze Zgromadzenia Córek Maryi Wspomożycielki Wiernych, wiele rodzin cierpi z powodu braku jedzenia. „Bardzo trudno jest kupić cokolwiek, bo wszystko jest strasznie drogie i cały czas drożeje. Wielki problem jest z chlebem, nie ma go albo jest bardzo drogi. My od czasu do czasu pieczemy go w domu” – opisała.

Dużym wsparciem jest ogród warzywny, który s. Teresa stworzyła w pobliskiej parafii. „W okresie koronawirusa ogród żywi wszystkich, również księża korzystają ze zbiorów. Cztery kobiety sieją, pielęgnują i podlewają małe poletka. Dla nich, w zamian za pracę, warzywa i owoce są za darmo. Jeśli zgłosi się ktoś z zewnątrz, musi trochę zapłacić, byśmy miały fundusze na nowe nasiona. Ale ceny warzyw nie są wysokie, a wszystko świeże i dorodne” – wyjaśniła misjonarka.

Podsumowując s. Teresa zauważyła, że na targowiskach i w miejscach publicznych ludzie siedzą razem i bez maseczek, jakby byli nieświadomi zagrożenia. „Liczba zachorowań z powodu Covid-19 wzrasta, zwłaszcza w Chartumie. Widzimy jednak, że problem jeszcze nie dotarł do świadomości mieszkańców. Boimy się, że w konsekwencji może być tragicznie, wirus zbierze swoje żniwa” – kończy swój list salezjanka.

Za: www.deon.pl