Spotkanie Papieża Franciszka z księżmi i osobami konsekrowanymi – Mediolan, 25 marca 2017, katedra

Pytanie 3 – Matka M. Paola Paganoni, osc. Ojcze Święty, jestem Matką Pawłą od Sióstr Urszulanek i jestem tutaj jako przedstawicielka życia konsekrowanego w Kościele mediolańskim, ale też w całej Lombardi. Dziękujemy za obecność, ale przede wszystkim za świadectwo życia, które nam (Ojciec Święty) daje. Od świętej Marceliny, siostry Ambrożego, życie konsekrowane w Kościele mediolańskim aż do dziś było obecnością żywą, znaczącą, w swych antycznych formach – które widziałeś tutaj Ojcze święty – i w formach nowych. Pragniemy zapytać Cię, Ojcze, jak być, dzisiaj, dla współczesnego człowieka świadkami proroctwa, jak mówisz: strażnikami podziwu i świadczyć naszym ubogim życiem ubogim, ale życiem, które pragnie być posłuszne, dziewicze, ubogie i braterskie? I dalej,  biorąc pod uwagę niewielkie – wydaje się, że jest nas dużo, ale wiek jest zaawansowany – biorąc pod uwagę nasze niewielkie siły, jakie peryferie egzystencjalne, jakie wybierać środowiska, mniejszości w społeczeństwie i mniejszości w Kościele? Dziękuję i zapewniamy o naszej modlitwie.

 

Papież Franciszek: Dziękuję. Podoba mi się. I podoba mi się słowo „mniejszość”. Jest to po prawdzie charyzmat franciszkanów, ale my wszyscy powinniśmy być „mniejsi”; jest to postawa duchowa, mniejszość, jest to jakby pieczęć chrześcijanina. Podoba mi się to, że Siostra użyła tego słowa. I zacznę od tego ostatniego słowa: mniejszość, być w mniejszości. Normalnie rzecz biorąc – ale nie chodzi mi tu o Siostrę – jest to słowo, któremu towarzyszy uczucie” Wydaje się że jest nas tak dużo, ale tak liczne są osoby starsze, jest nas mało…” Jakiego typu odczucia są u podstaw? Zniechęcenie, rezygnacja. To złe uczucie. Bez zdawania sobie sprawy z tego, ilekroć myślimy czy stwierdzamy, że jest nas mało, że dużo osób starszych, że czujemy ciężar, naszą kruchość bardziej niż piękno, świetność, naszego ducha  koroduje, niszczy  zniechęcenie. A zniechęcenie prowadzi potem do gnuśności…. Proszę, jeśli macie czas przeczytajcie to, co Ojcowie pustyni mówią o gnuśności: jest to rzecz tak bardzo dziś aktualna. Myślę, że stąd wypływa pierwsze działanie, na które musimy zwrócić uwagę: nieliczni, tak, w mniejszości – tak, starsi tak, zrezygnowani nie! Są to linie bardzo delikatne, rozpoznawalne tylko wobec Pana wtedy gdy dokonujemy refleksji nad naszym wnętrzem. Wtedy gdy mówił Kardynał powiedział dwa słowa, które mnie bardzo uderzyły. Mówiąc o miłosierdziu powiedział, że miłosierdzie „wzmacnia i daje pokój” Dobrym lekarstwem na zniechęcenie jest to miłosierdzie, które wzmacnia i daje pokój. Wtedy gdy wpadamy w zniechęcenie, oddalamy się od miłosierdzia i trzeba, abyśmy szli szybko do kogoś, do Pana prosić Go o miłosierdzie, aby udzielił nam wzmocnienia i pokoju. Kiedy wpadamy w zniechęcenie wyobrażamy sobie naszą chwalebną przeszłość, daleko od chwili rozbudzenia się naszego charyzmatu i wtedy nachodzi nas coraz bardziej spirala egzystencjalnej ociężałości. Wszystko staje się trudne i trudne do uniesienia. I tutaj pewna rzec, której nie napisałem, ale powiem, ponieważ to trochę brzydko o tym mówić, ale wybaczcie mi, zdarza się, więc powiem.  Zaczynają ciążyć puste struktury, nie wiemy co z nimi zrobić i myślimy, aby je sprzedać i mieć pieniądze, pieniądze na starość…. Zaczynają nam ciążyć pieniądze, które mamy w banku… A ubóstwo gdzie ono jest? Ale Pan jest dobry, i kiedy któreś zgromadzenie nie idzie drogą ślubu ubóstwa, zwykle posyła mu ekonoma lub ekonomkę złą, którzy doprowadzają wszystko do ruiny! I to jest łaska! [śmiech, klaskanie]. Mówiłem o tym, że wszystko staje się ciężkie i trudne do udźwignięcia. I zawsze istnieje pokusa, aby szukać ludzkich pewności. Mówiłem o pieniądzach, które są najbliżej leżącą ludzką pewnością. Dlatego też dobrze nam zrobi odwiedzenie naszych początków, pielgrzymka do źródeł, do początków, pamięć o nich i to ratuje nas od jakiegokolwiek chwalebnego ale nie prawdziwego wyobrażenia o przeszłości. „Spojrzenie wiary zdolne jest rozpoznać światło, które Duch Święty zawsze wnosi pośród mroków – mówi Evangelii gaudium – nie zapominając, że „gdzie […] wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” (Rz 5,20). Nasza wiara wezwana jest, by dostrzec wino, w które może być przemieniona woda i odkryć ziarno rosnące pośród kąkolu” (nr 84).  Nasi ojcowie i założyciele nigdy nie myśleli, aby nas było bardzo dużo, albo znacząca większość. Nasi założyciele poczuli się jakby poruszeni przez Ducha Świętego w konkretnym momencie historii, aby być radosną obecnością Ewangelii dla braci; aby odnowić i budować Kościół jako zaczyn w masie, jak sól i światło świata. Mam tu zdanie jednego z założycieli, ale wielu z nich mówiło to samo: „bójcie się  wielkiej liczby [powołań]”. Niech nie przychodzi ich tak dużo, z lęku, że nie będziemy w stanie uformować ich dobrze, że nie przekażemy im charyzmatu… Jeden z nich mówił „turba multa”. Nie. Myśleli oni po prostu aby nieść Ewangelię, charyzmat. Myślę, że jeden z motywów, który nas hamuje, niepokoi, odbiera radość jest właśnie w tym. Nasze zgromadzenia nie powstały aby być masą, ale trochę solą, trochę zaczynem, które dałyby swój wkład w to, aby masa rosła; aby Lud Boży miał te „przyprawy”, których mu brakowało. Przez wiele lat mieliśmy pokusę aby wierzyć i wielu z nas dorastało w przekonaniu, że zgromadzenia zakonne powinny zajmować przede wszystkim przestrzenie bardziej niż zapoczątkowywać procesy. I to jest pokusa. My musimy inicjować procesy, a nie zajmować przestrzenie. Boje się statystyk, ponieważ często oszukują nas.  Zajmować przede wszystkim przestrzenie a nie inicjować procesy. Z jednej strony mówią nam prawdę, ale potem przychodzi rozczarowanie i oszukują nas. Zajmować przestrzenie bardziej niż inicjować procesy: byliśmy kuszeni przez taką (postawę) ponieważ myśleliśmy, że ponieważ było nas dużo, konflikt mógłby wziąć górę nad jednością; że idee (lub nasza niezdolność do zmiany) są ważniejsze niż rzeczywistość; albo że część (nasza mała część albo wizja świata) jest wyższa ponad wszystko to co eklezjalne (por. tamże 222-237). Jest to pokusa. Nie widziałem nigdy piekarza w pizzerii, który by dla zrobienia jednej pizzy wziął pół kilo drożdży i 100 gramów mąki, nie. Przeciwnie.  Mało drożdży, aby mąka mogła urosnąć. Dzisiejsza rzeczywistość interpeluje nas, wzywa do tego, abyśmy byli na nowo trochę zaczynem, trochę solą. Wczoraj wieczorem l’Osservatore Romano (…) opisało pożegnanie ostatnich dwóch Małych Sióstr Jezusa, które opuszczały Afganistan, (po latach pobytu) wśród muzułmanów, ponieważ nie ma sióstr i one już wiekowe, musiały wrócić.  Kochane przez wszystkich: muzułmanów, katolików, chrześcijan…. Dlaczego? Dlatego, że były świadkami. Dlaczego? Dlatego, że poświęcone Bogu, Ojcu wszystkich. I myślałem, i powiedziałem Bogu w trakcie czytania (…) „Ale Jezu, dlaczego pozostawiasz tych ludzi ot tak!?”. I przypomniałem sobie o ludzie koreańskim, który na początku miał trzech-czterech misjonarzy chińskich, a potem przepowiadanie było kontynuowane przez świeckich. Drogi Pana są takie, jakie on chce, aby były. Ale wszystkim nam dobrze zrobi dokonanie aktu ufności: to On kieruje historią! Naprawdę. Robimy wszystko, aby wzrastać, aby być silni… Ale nie zniechęcenie. Inicjować procesy. Dziś rzeczywistość interpeluje nas – powtarzam – rzeczywistość zaprasza nas, abyśmy byli na nowo trochę zaczynem, trochą solą.

Możecie wyobrazić sobie posiłek bez soli? Nikt by go nie zjadł. Dzisiaj, nasza rzeczywistość – z wielu przyczyn, których nie możemy tu analizować – wzywa nas do inicjowania procesów bardziej niż zajmowania przestrzeni, do walki o jedność bardziej niż do przywiązywania się do minionych konfliktów, do wsłuchiwania się w rzeczywistość, do otwarcia się na „masę”, na święty Lud wierny Bogu, wszystkiemu co eklezjalne. Otworzyć się na wszystko co eklezjalne. Błogosławiona mniejszość, która jest zaproszona do tego, aby być zaczynem, być zaczynem w harmonii z tym co Duch Święty zainspirował w sercach waszych założycieli i w waszych sercach. Tego nam dziś potrzeba.

Przechodzę do innej sprawy. Nie miałbym odwagi, aby wam powiedzieć ku jakim peryferiom egzystencjalnym ma kierować się wasza misja, ponieważ zwykle to Duch Święty inspirował charyzmaty w kierunku peryferii, do pójścia w miejsca, w zakątki zwykle opuszczone. Myślę, że Papież nie może wam powiedzieć: zajmijcie się tym, albo tamtym.  To, co Papież może wam powiedzieć to jest: jest was mało, jest was mało, jesteście tymi, którymi jesteście, idźcie na peryferie, idźcie na granice aby spotkać się z Panem, aby odnowić misję początków, idźcie do Galilei pierwszego spotkania, wróćcie do Galilei pierwszego spotkania!  I to wszystkim nam dobrze zrobi, pozwoli nam wzrastać i uczyni z nas mnóstwo, rzeszę. Przychodzi mi do głowy pomieszanie, jakiego doznał Ojciec Abraham: Kazali mu spojrzeć w niebo: „policz gwiazdy!” – nie był w stanie – „tak liczne będzie twoje potomstwo”. I potem: „Twój jedyny syn”, jedyny, ponieważ ten drugi już odszedł, ale posiadał obietnicę – „zabierz go na górę i daj mi go w ofierze”. Od tej niezliczoności gwiazd – do złożenia w ofierze własnego syna: nie sposób zrozumieć logiki Bożej. Trzeba tylko być posłusznym. I to jest droga, którą macie iść. Wybierajcie peryferie, rozbudzajcie procesy, rozpalajcie zgaszoną nadzieję w społeczeństwie, które stało się nie wrażliwe na ból, cierpienie innych. W naszej  kruchości jako zgromadzenia możemy stawać się bardziej uważni i wrażliwi na tyle kruchości, które nas otaczają i przemieniać je w przestrzenie błogosławieństwa. Będzie to moment, w którym Pan wam powie: „Zatrzymaj się, jest ku koźlątko. Nie dawaj w ofierze twego jedynego syna”. Idźcie i nieście „namaszczenie” Chrystusa, idźcie. Nie wyrzucam was! Mówię tylko: idźcie aby nieść misję Chrystusa, wasz charyzmat. I nie zapominajmy, że  kiedy Jezus wchodzi między swój lud, lud odnajduje radość. Tak, to tylko będzie mogło oddać nam naszą radość i nadzieję, to tylko wybawi nas od życia w postawie przetrwania. Proszę, nie, to była by rezygnacja. Nie przetrwać, ale żyć! To tylko uczyni płodnym nasza życie i utrzyma żywym nasze serce. Zaprosić Jezusa tam, gdzie być powinien: wśród swego ludu [Homilia w święto Ofiarowania, 2 lutego 2017]. To jest wasze zadanie.

Dziękuję, Matko. Dziękuję. A teraz pomódlmy się razem. Udzielę wam błogosławieństwa i proszę Was, abyście modlili się za mnie ponieważ potrzebuję wsparcia modlitwy Ludu Bożego, konsekrowanych i kapłanów. Dziękuję.

[tł.sj]